20 listopada 2017


W roku 1966 na genewskim salonie samochodowym zaprezentowano samochód, który dotąd fascynuje zarówno inżynierów jak i osoby zupełnie okazjonalnie interesujące się motoryzacją.

Ryszard Romanowski

Lamborghini Miura szybko stała się przedmiotem pożądania i w pewnym sensie ikoną popkultury. Jej wizerunki powielane w miliardach egzemplarzy od lat zdobią ściany wielu mieszkań i warsztatów, można je znaleźć na tapetach i wygaszaczach milionów komputerów oraz w najnowszych kolorowych kalendarzach. Wokół historii samochodu narosło wiele legend i mitów, które wraz z upływem czasu coraz trudniej odróżnić od prawdy.

Lamborghini Miura

Gdy w 1965 podczas salonu w Turynie zaprezentowano podwozie tego samochodu potraktowano je jako techniczną ciekawostkę. Rok później w Genewie Miurę uznano za samochód, który zdeklasował konkurencję i rozpoczyna zupełnie nową epokę. Zachwycało zarówno nadwozie zaprojektowane w studio Bertone, jak i rozwiązania mechaniczne, a szczególnie umieszczony centralnie i ułożony poprzecznie ogromny 12-cylindrowy silnik w układzie V, połączony integralnie ze skrzynią biegów, autorstwa Giotto Bizzariniego. Zdjęcia i opisy samochodu obiegły świat, a najbogatsi zaczęli składać zamówienia, godząc się na co najmniej roczny okres oczekiwania. Genewski prototyp nie był jeszcze w pełni skończony i nikt nie wiedział jak będzie jeździć, ale nikomu to nie przeszkadzało. Rozpoczął się kult Miury i narodził się wówczas termin supersamochód.
Ferruccio Lamborghini od najmłodszych lat interesował się mechaniką. Zarówno w rodzinnym gospodarstwie, jak i później, podczas służby wojskowej, udoskonalał i naprawiał przeróżne mechanizmy. Po zakończeniu wojny zaczął realizację samochodowych marzeń przygotowując do wyścigu najbardziej dostępne wówczas we Włoszech auto – Fiata Topolino. W roku 1948 wystartował nim w wyścigu Mille Miglia. Od startu wszystko układało się wspaniale. Sprawdzały się wprowadzone modyfikacje i umiejętności kierowcy. Niestety, niespełna 300 mil przed metą jeden z dziesiątek tysięcy zakrętów morderczego wyścigu pokonał ambitnego zawodnika. Topolino Ferruccia zakończyło wyścig na murze przydrożnej restauracji. Miesiące pracy poszły na marne za sprawą przydrożnego muru. Wystarczyło to, aby zupełnie zniechęcić się do wyścigów.


cały artykuł dostępny jest w wydaniu 11 (110) listopad 2016