21 października 2017


Regaty wielkich żaglowców już po raz trzeci odbyły się w Szczecinie. Od 5 do 8 sierpnia przy Wałach Chrobrego i Łasztowni cumowały największe i najsłynniejsze statki żaglowe świata. Obok konstrukcji pamiętających schyłek XIX stulecia i ostatnich wielkich Windjammerów można było oglądać jednostki zwodowane w bieżącym stuleciu.

Ryszard Romanowski

Obserwując kolejne regaty można zauważyć, że mylono się przed laty określając je jako piękne, pływające muzeum. Mimo że transport morski od lat zdominowany został przez jednostki motorowe, to coraz większa ilość szkół morskich i marynarek wojennych świata zauważa, iż szkolenie na żaglowcu jest niezastąpione. Do tego jednostka taka stanowi doskonałą wizytówkę, a coraz częściej opłacalną ofertę dla turystów.

Siedov 1
Jeden z największych historycznych żaglowców świata – Siedov

Idealnym połączeniem epok były dwie repliki historycznych żaglowców: czeski bryg La Grace i rosyjska fregata cara Piotra I Sztandart. Ten ostatni jest repliką okrętu flagowego carskiej floty, który uległ wypadkowi w 1727 roku. Replikę zwodowano w roku 1999 i być może przy jej projektowaniu wykorzystano fundamentalne dzieło admirała Fredericka Henrika af Chapmana „Architectura Navalis Mercatoria”, podobnie jak w przypadku brygu czeskiego pirata, o którym wspominaliśmy w poprzednim numerze naszego magazynu. Obie jednostki wewnątrz kryją jednak najnowocześniejsze rozwiązania. Rosyjską fregatę obsługuje dziesięcioosobowa załoga, a w kabinach można przyjąć trzydziestu gości.
Szczecin odwiedziły dwa, uważane za największe historyczne żaglowce świata, Siedov i Kruzenstern. Ten ostatni zbudowano w 1926 roku w Bremerhaven, prawdopodobnie jako ostatniego tzw. latającego P-Linera, obsługującego trasy do Chile i Australii, a zatem regularnie pływającego wokół przylądka Horn. Statek hamburskiego armatora otrzymał nazwę Padua i dotąd nie pobito jego rekordu z lat 1938-1939. Wówczas pokonanie trasy z Hamburga przez Chile do Australii zajęło mu osiem miesięcy i dwadzieścia trzy dni. Po wojnie statek trafił do ZSRR w ramach odszkodowań wojennych. Obecnie żegluje jako statek szkolny, a jego portem macierzystym jest Kaliningrad. Nie stracił nic z dawnych możliwości. Przykładem może być Operation Columbus, podczas której ten ponad 114-metrowy bark osiągnął pomiędzy Bostonem a Liverpool prędkość 17,4 węzła czyli około 32 km/h.
Jego starszym, zwodowanym w 1921 roku w kilońskiej stoczni Germania, „kolegą” był bark Siedov. Jednostka o długości 117,5 m pierwotnie nosiła nazwę Magdalene Vinnen II i pływała m.in. do Australii i Afryki Południowej. W 1936 roku zmieniła właściciela i nazwę na Kommodore Johnsen. Przerobiono ją na frachtowiec służący również do celów szkoleniowych. Po wojnie po raz kolejny zmieniła nazwę i przeznaczenie, trafiając do ZSRR. Przez pewien czas statek wykorzystywano do prac oceanograficznych, a następnie stał się jednostką szkolną. Obecnie jego załogę stanowią kadeci z Kaliningradu. Wewnątrz są również miejsca dla czterdziestu czterech pasażerów.


cały artykuł dostępny jest w wydaniu 9 (120) wrzesień 2017