18 grudnia 2017


(felieton)

W stosunku do ludzi, należy ufać i kontrolować, jak mawiali starożytni Rzymianie. No, może nie Rzymianie i nie tacy starożytni, ale powiedzonko weszło do zestawu sentencji powszechnie używanych, przy różnych okazjach, często jako żartobliwe usprawiedliwienie zwykłego braku zaufania do kogoś. Bo jak uczył Lenin, wielki wódz rewolucji (nie jestem pewien tylko czy 1.0 czy już wtedy może 2.0?) zaufanie jest dobre ale kontrola lepsza.

Tomasz Gerard

Po sławetnych przemianach ustrojowych w Polsce i innych transformacjach, wielu uwierzyło zapewnieniom znanej aktorki, że teraz jesteśmy już we własnym domu, że mamy wolność itd., więc kontrolować już tak bardzo nie trzeba. A tak naprawdę kontrola wzmogła się i zwiększyła się ilość obszarów jej podlegających. Stała się ona powszechna i permanentna, choć tę świadomość miało tylko nieliczne grono wybrańców. Oczywiście działo się tak nie tylko u nas. Ale to wielka polityka, sprawy globalne itp. poważne rzeczy, którymi zajmują się tylko namaszczeni przedstawiciele elitarnych elit, spotykający się w elitarnych gronach.
W naszym zwykłym, przyziemnym życiu, mamy do czynienia z podobnym problemem. Jakże rzadko można spotkać kogoś w pełni zadowolonego z wykonanej mu usługi, czy to w warsztacie naprawczym, czy przez ekipę remontową, czy u operatora telekomunikacyjnego, o lekarzach i uczelniach nie wspominając. Tyle że rzecz nie wynika z braku należytej kontroli, jak widziałyby to osoby o zboczeniu etatystycznym. Powszechny jest brak szacunku dla drugiego człowieka. W urzędach, szkołach, sklepach, w rodzinach, w mediach itd., wszędzie jest podobnie. No, ale co się dziwić, kiedy w państwach traktuje się obywateli – mieszkańców jak potencjalnych przestępców, a przestępców z kolei jak zwykłych obywateli. Wszak żadna afera ostatnich dziesięcioleci nie została rozwiązana, a sprawcy najpoważniejszych przestępstw nie zostali ukarani. Na co dzień policja poluje na przechodzących na czerwonym świetle spokojnych ludzi, nie zwracając uwagi na kręcących się obok łobuzów wciskających ulotki burdeli za wycieraczki samochodów. Jednym słowem – smutek i nostalgia.
Brak szacunku do drugiej osoby przejawia się też w języku, jakiego używamy komunikując się z innymi. I nie chodzi tylko o wulgaryzmy, których pełno w mediach i na ulicach, czy o prymitywizm osób tzw. publicznych, ale też o język oficjalnych komunikatów firmowych, przygotowywanych przez różnych PR-owców i innych marketingowców, którzy prawdopodobnie niewiele czytali poza swoją własną twórczością. Pełne pustosłowia, kalek z języka angielskiego, pisane językiem napuszonym, ale niepoprawnym gramatycznie i stylistycznie, nie mające nic do przekazania, oprócz nazwy firmy, którą mają promować. I każdy pretekst jest do tego dobry.

 

cały artykuł dostępny jest w wydaniu 11 (122) listopad 2017