19 listopada 2017


Tak, w Polsce były GADy i to nie tylko przed wojną, ale i po niej. Nie chodzi tu jednak o krewniaków  jaszczurek. W 1907 roku, 11 czerwca, w Łowiczu przyszedł na świat Stefan Jerzy Gajęcki. Człowiek, dla którego świat techniki był środowiskiem naturalnym. Już jako 13-to latek przejawiał nieprzeciętny talent inżynierski. Zbudowany wtedy przez niego model maszyny parowej działa do dziś. 

Jacek Gembara

W roku 1925 rozpoczął studia na Politechnice Warszawskiej na wydziale Mechanicznym, gdzie studiował w sekcji lotniczej. Jako student, w 1928 r. uczestniczył w budowie ślizgowca (łodzi ślizgowej)  SL 9 (Sekcja Lotnicza 9) napędzanej śmigłem, według pomysłu znanego wówczas konstruktora szybowców i motoszybowców Antoniego Kocjana. To zapewne zainspirowało go do zajęcia się sportem motorowodnym. Początkowo pływał na łodziach motorowych konstrukcji Jerzego Dąbrowskiego z PZL, znanego jako twórca bombowca PZL-37 Łoś.

gad
Stefan Gajęcki przy swoim GADzie

Studia zakończył w 1932 r. nie zdając egzaminu końcowego. Wówczas miało to inny wydźwięk i inaczej było też traktowane. Wspomniany wyżej Dąbrowski także nie podszedł do egzaminów końcowych. Takich absolwentów mimo to tytułowano inżynierami. Taką decyzję Gajęcki podjął z konieczności. Musiał bowiem zarabiać na  swe utrzymanie. Sporo czasu pochłaniało mu też organizowanie  sportu motorowodnego w Polsce. To była jego ogromna pasja. Pierwszy swój rajd wodny Gajęcki zorganizował jeszcze jako student i działacz sekcji Akademickiego Związku Sportowego Politechniki Warszawskiej w 1931 roku, na trasie Warszawa – Gdańsk – Warszawa. Inspiracją były antypolskie prowokacje na terenie wolnego miasta Gdańsk. Przy okazji, zastępcy Generalnego Komisarza Rzeczypospolitej w Gdańsku dostarczono listy protestacyjne. Na tę trasę Gajęcki wziął łódź konstrukcji Dąbrowskiego z amerykańskim silnikiem Johnson o mocy 25 KM, którą to moc silnik wytwarzał w przerwach miedzy kolejnymi, acz częstymi awariami. Swoją pierwszą łódź ślizgową Gajęcki zbudował już w 1930 r. Nazwał ją G-1 (później używał oznaczenia SG). W tym też roku podjął swą pierwszą pracę w Aeroklubie Warszawskim. Po rezygnacji  z  egzaminów końcowych przeniósł się do firmy Steinhagen i Stransky (Fabryka Pomocnicza dla Przemysłu Lotniczego i Samochodowego) przy ulicy Zagłoby 9, gdzie Gajęcki szybko został kierownikiem działu silnikowego. Wówczas firma produkowała małe, dwusuwowe silniki motocyklowe SS-3-MR o pojemności 98 ccm, oraz dwusuwowe, stacjonarne silniki do pomp pożarniczych SS-7, SS-15 i SS-25.
Tu mała dygresja. Silnik SS-15 firmy Steinhagen i Stransky, służący do napędu pomp pożarniczych, jeszcze przed drugą wojną był jednostką dwusuwową, dwucylindrową o pojemności 585 ccm i mocy 15 KM. Otóż istnieją solidne przesłanki, że to właśnie na tym silniku wzorował się Fryderyk Bluemke, kiedy w 1953 roku pracował nad napędem pierwszej Syreny. Jak wiemy, jego silnik nosił symbol S-15. Posiadał większą pojemność i moc, lecz nawet wyglądem przypomina swego protoplastę. Później zresztą silnik Syreny na powrót trafił do pomp pożarniczych i tak krąg się zamknął.


cały artykuł dostępny jest w wydaniu 5 (56) maj 2012