23 października 2017

z inż. Aleksandrem Leżuchą rozmawia Remigiusz Wilk

_Karabiny_z_Tarnowa_13-2_s

Jak rozpoczęła się pańska kariera konstruktora?

–  Zaczęło się od pracy w Biurze Projektów Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach. Projektowałem tam urządzenia przemysłu chemicznego. Wówczas pracowałem jeszcze na desce kreślarskiej – m.in. wykonałem w odpowiedniej skali poglądowy rysunek izometryczny instalacji Tarnoformu (jest to handlowa nazwa produkowanego w Tarnowie poliacetalu), w której wchodziły obiekty, estakady, rurociągi, zbiorniki i koleje. Drugim takim rysunkiem, który pamiętam do dnia dzisiejszego, był projekt węzła, w którym łączyły się trzy estakady. Miałem tam bezkolizyjnie przeprowadzić około 90 rur o różnych średnicach przebiegających na różnych wysokościach z trzech kierunków. Rysunek przypominał gąszcz linii, ale podczas prac nie było ani jednego telefonu z budowy, co graniczyło z cudem, bo oznaczało to brak kolizji. A wszystko powstawało na desce! Swoją drogą, przypominam sobie, że dostałem za to wówczas podwyżkę.

A kiedy zamienił Pan deskę na ekran komputera?

–  AutoCAD-a nauczyłem się w Biurze Projektów i następne prace powstawały już z użyciem komputerów. Na początku lat 1990. przeniosłem się do Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Sprzętu Mechanicznego w Tarnowie, gdzie pracuję do dzisiaj. W „obeerze” początkowo pracowałem przy projekcie „Sopel”, prowadzonym przez inż. Broniewicza, - projektowałem całą skorupę oraz kilka mechanizmów. Korzystałem wówczas z programu LogoCAD Triga (2D). Później zajmowałem się wstępnymi projektami wież dla różnych armat. Rysunki 2D weryfikowałem poprzez tworzenie w skali modeli 3D z kartonu. Poprawne opracowanie ich brył wymagało stosowania geometrii wykreślnej, wykreślania linii przenikania brył i rozwinięć powierzchni. Przydatne okazały się doświadczenia nabyte w Biurze Projektów Zakładów Azotowych podczas projektowania aparatów ciśnieniowych i nie tylko, gdzie często stosowaliśmy takie przenikania i rozwinięcia. Obecnie w OBR SM pracujemy na oprogramowaniu do modelowania bryłowego Solid Edge.

Skąd wziął się pomysł tworzenia karabinów wyborowych?

–  W OBR SM udało mi się połączyć młodzieńczą pasję strzelecką – wcześniej strzelałem w Lidze Obrony Kraju i studiowałem samodzielnie budowę broni –  z pracą zawodową. Dlatego to właśnie mnie przydzielono do tworzenia „snajperów”. Pierwszą bronią, którą się zajmowałem był 12,7 mm wielkokalibrowy karabin wyborowy Wilk, projekt powstający we współpracy z Zakładami Mechanicznymi Tarnów. Nie pracowałem zresztą sam – w prace zaangażowanych było razem ze mną kilka osób. _Karabiny_z_Tarnowa_04-1_s

Dlaczego akurat taka nazwa karabinu: Wilk?

–  Broń została nazwana na cześć Karola Wilka, który z ramienia ówczesnego Departamentu Polityki Zbrojeniowej Ministerstwa Obrony Narodowej odpowiadał za realizację tego tematu. Miał on swój udział w przekonaniu wojska do tego rodzaju „przeciwsprzętowego” karabinu. Karol Wilk zajmował się wcześniej wprowadzeniem do uzbrojenia Wojska Polskiego karabinków automatycznych wz. 1988 Tantal oraz wz. 1996 Beryl.
 
A co było powodem wybrania bezkolbowego układu konstrukcyjnego?
alex_s
–  Zanim zabrałem się za projektowanie, trzeba było najpierw przeprowadzić analizę rynku konstrukcji w tym kalibrze. Zdecydowaliśmy, że należy karabin wykonać w układzie bezkolbowym (nazywanym po angielsku „bull pup”), aby zachować wysokie parametry balistyczne i dużą celność przy niewielkich gabarytach. Wilk jest konstrukcją powtarzalną. Uznałem, że broń ręcznie przeładowywana zapewnia największą dokładność strzału, a moim podstawowym założeniem było zapewnienie maksymalnej celności. Oczywiście bardzo dużo zależy od wykonania lufy, ale to już technologia.