23 października 2017


W 1945 roku fabryka Ursus (ściślej mówiąc PZInż.  gdyż  Ursus został wcielony do PZInż. jeszcze w 1930 roku, po ogłoszeniu bankructwa) była w ruinach. Stała się bowiem celem numer jeden alianckich nalotów po tym, jak Niemcy po przejęciu fabryki produkowali w niej uzbrojenie.

Jacek Gembara

Odbudowująca się po raz kolejny Polska cierpiała na brak wszystkiego. Podczas wojny zaginął cały motoryzacyjny dorobek konstrukcyjny, wszystkie prototypy zostały wywiezione na wschód. Doszło do zniszczenia lub ogołocenia z obrabiarek i urządzeń zakładów motoryzacyjnych, istniejących lub będących w budowie. W pierwszej kolejności zostały starte z powierzchni ziemi przez Luftwaffe wszystkie obiekty Państwowych Zakładów Inżynierii jeszcze w pierwszych dniach września 1939r.
c45_1_sW 1945 roku część załogi Ursusa, za pozwoleniem wydanym przez Związek Radziecki wyjechało z misją poszukiwawczą na Dolny Śląsk, gdzie Niemcy wywieźli urządzenia i maszyny. Część z nich udało się nawet odzyskać. W takich oto warunkach na przełomie 45 i 46 roku, przedwojenny inżynier Edward Habich zwrócił się do dyrektora Centralnego Zarządu Przemysłu Metalowego dr inż. Adama Kręglewskiego z propozycją opracowania dokumentacji technicznej pierwszego powojennego ciągnika rolniczego. Habich zaproponował, aby konstrukcję oparto na znanym powszechnie wówczas ciągniku Lanz Buldog D9506, cechującym się prostotą technologiczną, łatwością napraw i dużą żywotnością, przy małych wymaganiach obsługowych. Schemat-ideowy-Ursusa-C-45_sTe cechy były podówczas bezcenne. Propozycja została przyjęta. Jesienią 1946 roku dostarczono stary i mocno wyeksploatowany ciągnik Lanz Bulldog. Jego podzespoły wykazywały spory rozrzut tolerancji wymiarowych, co dodatkowo komplikowało zadanie inżynierowi Habichowi. A była to konstrukcja według dzisiejszych standardów dość niezwykła. Ciągnik był wyposażony w jednocylindrowy, dwusuwowy, z przepłukiwaniem poprzecznym, silnik niskoprężny (stopień sprężania 4,75), pracujący według obiegu Lanza, czyli z zapłonem od gruszy żarowej (specjalnej komory wydzielonej w głowicy). Był to silnik mogący pracować niemal na wszystkim, począwszy od spirytusu poprzez benzyny lekkie i ciężkie, naftę, surową ropę, oleje napędowe i parafinę, a na mazucie skończywszy. Najczęściej pracował jednak na oleju napędowym, stąd często był mylnie zwany silnikiem Diesla, którym nie był. Przy pojemności skokowej rzędu 10,3 litra rozwijał moc 45 KM przy 650 obrotach na minutę. Wydawać by się mogło, że to niewiele. Ale ten silnik generował moment obrotowy w wysokości 486 Nm! Stąd jego legendarna siła uciągu. Sam ciągnik ważył niemal 4 tony.
Przezwyciężywszy wiele trudności inżynier Habich ukończył pracę nad dokumentacją techniczną i w marcu 1947 roku rozpoczęto pierwsze próby silnika nowego Ursusa C 45. Jak podają niektóre źródła były to chwile wielkich emocji. Dwudziestego pierwszego marca miało nastąpić pierwsze uruchomienie. Wszyscy pracownicy zgromadzili się by to zobaczyć. By posłuchać jak pracuje pierwszy polski powojenny silnik. Można sobie wyobrazić jak bardzo napięta atmosfera panowała wówczas, kiedy w kącie hali, w absolutnej ciszy kilku robotników próbowało uruchomić ten potężny silnik. A była to cała ceremonia. Należało bowiem najpierw rozgrzać lut-lampą głowicę żarową, aż ta nabierze wiśniowej barwy, zakręcić w międzyczasie korbką pompy układu smarowania i podpompować paliwo specjalną ręczną pompką. Kiedy głowica była już odpowiednio rozgrzana można było rozpocząć rozruch. W tym celu należało wyjąć kierownicę z miejsca gdzie normalnie się znajduje i włożyć ją w specjalne gniazdo na prawym czopie wału korbowego. Teraz należało już tylko pokręcając w lewo i w prawo, przedmuchać cylinder świeżym powietrzem i wreszcie jednym, zdecydowanym ruchem obracając wał w kierunku przeciwnym do kierunku obrotów podczas normalnej pracy, zbliżyć tłok do głowicy na tyle, by uzyskany spręż, w połączeniu z temperaturą rozżarzonej gruszy, doprowadził do zapłonu ładunku w cylindrze. Wówczas silnik odbijał już we właściwą stronę (o przerzuceniu kompresji w tak wielkim cylindrze nie mogło być mowy) i rozpoczynał pracę, dudniąc miarowo potężnym basem. Tym razem jednak tak się nie stało. Silnik odbił, zaskoczył na chwilę i zamilkł. Dalsze próby nie przyniosły rezultatu. Silnik rozebrano i sprawdzono pasowanie, szczelność cylindra, sprawdzono wszystkie podzespoły i zmontowano wszystko z powrotem. Bez rezultatu. Po kilku tygodniach umęczeni do granic możliwości montażyści odkryli, że w kominie znajdują się pakuły blokujące odpływ spalin! Cóż za radość! Wreszcie w hali rozległ się długo oczekiwany, gromowy grzmot potężnego cylindra.

22-lipca-1947
Ursusy C 45 podczas defilady 22 lipca 1947