20 października 2017


Co mogą mieć wspólnego graty wyrzucone z likwidowanego w połowie lat osiemdziesiątych warsztatu z genialnym inżynierem motocyklowym i pierwszym seryjnie produkowanym samolotem odrzutowym? Pozornie niewiele, ale zgodnie z maksymą mówiącą o tym, że nic nie jest takie jak się wydaje, bardzo dużo.

Ryszard Romanowski

Po kapitulacji III Rzeszy w Niemczech zapanowała potworna bieda. Współpracownicy upadłego reżimu szukali ustronnych miejsc aby ukryć się przed zwycięskimi aliantami. Prywatny przedsiębiorca inżynier Norbert Riedel produkował garnki, maszynki do mięsa i inne przedmioty metalowe, w tych czasach niezbędne do egzystencji. Produkty te zapewniały jako takie utrzymanie jemu i ekipie pracującej w starej stolarni nieopodal Muggendorf. Gdy pewnego dnia przez okno zobaczył podjeżdżającą do jego firmy czarną limuzynę eskortowaną przez Jeepa MP, od razu przypomniał sobie o kontrakcie realizowanym dla Ministerstwa Lotnictwa III Rzeszy. – Ciekawe czy aresztują i deportują tylko mnie, czy jeszcze kogoś z pracowników – pomyślał.

Tuż po zawieszeniu stanu wojennego w Polsce złomiarze nie byli tak liczni jak dzisiaj. To o nich intensywnie myśleliśmy obserwując wraz z kolegami stertę wyrzuconych części silników ze stopów aluminium. Szkoda by było gdyby te dziwne rzeczy trafiły do huty. Szczególnie niezwykle lekkie i niemal kompletne aluminiowe boksery. Po burzliwych negocjacjach ze spadkobiercami właściciela warsztatu staliśmy się posiadaczami ładnych lecz mało użytecznych urządzeń.  Dowiedzieliśmy się przy okazji, że niektóre rzeczy pochodzą z któregoś, dawno nieistniejącego, lotniska. Tuż po wojnie w pobliżu było kilka lotnisk. Dawniej używanych przez Luftwaffe, później przez Rosjan. Podobno chodziło o składający się z trzech polowych lotnisk tzw. Klucz Myśliborski. Dzięki tym informacjom można było przypuszczać, że piękne, leciutkie boksery wywodzą się z lotnictwa. Być może używano ich jako rozruszników do dużych silników lotniczych. Internet w zasadzie nie istniał, a przeglądanie dostępnej wówczas literatury nie przyniosło żadnych efektów. Jako, że od dziecka wraz z kolegami entuzjazmowaliśmy się motocyklami, rozpoczęliśmy dyskusję o dwusuwowych bokserach. W zasadzie jedynym znanym była IFA, lub – jak kto woli – MZ BK. Jednak konstrukcja jej silnika nie miała zupełnie nic wspólnego ze znaleziskiem.

silnik-Riedla-1 silnik-Riedla-2

silnik-Riedla-3 silnik-Riedla-5 silnik-Riedla-6

 „Bokserek” Riedla i jego części

Oczywiście oprócz układu cylindrów. Nasz „bokserek” z łatwością można było unosić jedną ręką. Pobieżne pomiary wykazały, że ma ponad 200 ccm pojemności. Największym szokiem był pomiar średnicy cylindra i skoku tłoka. Okazało się, że był podobny do najlepszych współczesnych silników wyczynowych. Nie tyle „nadkwadratowy”, co ze skokiem dwa razy mniejszym od średnicy. Silnik był odpalany przy pomocy linki, krótkie rury wydechowe bez śladu tłumików i cylindry bez zdejmowanych głowic.

mechanizm-na-linke

Obok stosownego ożebrowania na wale umieszczono dużej średnicy dmuchawę. Można było sobie wyobrazić tę konstrukcję w niedużym motocyklu. Taki też był nasz plan. Wspaniałe lata osiemdziesiąte, bez dostępu do porządnych materiałów i części. Zajmując się znacznie większymi pojazdami nie mieliśmy czasu na dorabianie sprzęgła, skrzyni biegów i układu zapłonowego do aluminiowego maleństwa. Silnik pozostał więc w stanie oryginalnym, trafił na półkę i służył za atrakcyjną dla mechaników ozdobę. Był nawet na wystawie motocyklowej w muzeum, jako rozrusznik od jakiegoś niemieckiego samolotu. Nawet to, że niemieckiego nie było tak naprawdę pewne. W każdym razie nie został poprzerabiany na napęd do malutkiego choppera. Ocalał silnik i jak się po latach okazało, zdrowie zachował także niedoszły kierowca.

Me 262 i piękna Imme
Minęło ponad 25 lat. Podczas berlińskiego ILA miałem okazję podziwiać w akcji samoloty z II wojny światowej. Największe wrażenie robił odrestaurowany, pierwszy seryjnie produkowany odrzutowiec, Meserschmitt 262. 

ILA-1 ILA-2

Kilka miesięcy później zobaczyłem rzadki motocykl Imme konstrukcji inżyniera Norberta Riedla. Budowany w latach 1948 – 1951 lekki motocykl zachwycał elegancją i prostotą. Centralnym elementem była prosta rura. Obydwa koła miały jednakowe wymiary, a półleżący, jednocylindrowy silnik o owalnym kształcie miał cylinder wykonany razem z głowicą, mocno „nadkwadratowy” stosunek średnicy do skoku tłoka, i z pojemnością 99 ccm rozwijał 4,5 KM przy 5800 obr/min.

silnik-Jumo-z-zakladow-Junkersa

Warto przypomnieć, że dominująca wówczas na drogach DKW RT 125 osiągała 2,5 KM, w tych czasach wartość dosyć typową.
Fragmenty życiorysu niemieckiego inżyniera sprawiły, że podczas bezsennej nocy pieczołowicie odkurzyłem zapomnianego aluminiowego boksera.

rozrusznik-Riedla-do-sinlika-BMW-003