
Na początku studiów doktoranckich, w roku 2003, miałem możliwość posłuchać wykładów doświadczonego profesora. Zapamiętałem dwa przesłania: po pierwsze, w pracy badawczej najcenniejsza jest synteza, całościowy ogląd danego obszaru. Po drugie: warto myśleć krytycznie i trzeźwo, poddając analizie podstawowe założenia i motywacje do działania. Na tych wskazaniach opieram moją refleksję, dotyczącą trendów, które obserwuję na Politechnice Gdańskiej – a które raczej nie stanowią w Polsce wyjątku, lecz aktualną regułę.
Refleksja ta wynika w znacznej mierze z mojej nietypowej, bogatej ścieżki zawodowej. Udało mi się ukończyć równolegle studia magisterskie na Wydziale Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej (FTiMS) Politechniki Gdańskiej oraz pięcioletnie studia inżynierskie na uczelni francuskiej (INSA de Lyon, należąca do tzw. Grandes Ecoles). Potem zostałem doktorantem PG, jednocześnie pracując intensywnie w biurach projektowo-badawczych. Praktycznie wszystkie moje publikacje, a także sam doktorat, inspirowane były problemami wziętymi z praktyki firm, z którymi współpracowałem. Obecnie zatrudniony jestem na etacie dydaktycznym, zaś w przemyśle funkcjonuję z powodzeniem jako „wolny strzelec”. Licząc od pierwszego poważnego projektu, wykonanego w 2002 roku w San Antonio (USA) na rzecz huty w Hanowerze, zgromadziłem ponad dwadzieścia lat zawodowych doświadczeń: inżyniera, dydaktyka, szkoleniowca, naukowca, eksperta NCBiR, popularyzatora nauki i techniki. Do tego chętnie doliczam cenne wzorce (miałem szczęście do mentorów), na których uczyłem się w sposób pośredni.
Gdy wracałem do kraju z trudnych francuskich studiów, wyobrażałem sobie – jeszcze niejasno – że odnajdę się zawodowo w polskim przemyśle, jednocześnie realizując choć częściowo zadania odkrywcze, ambitne. Stało się tak faktycznie: trafiłem do biura projektowego, w którym po krótkim czasie stałem się kierownikiem prac B+R, dostałem zielone światło zarówno z firmy, jak i od ówczesnego dziekana wydziału, aby rozpocząć badania doktoranckie – w ten sposób zaczęło się i trwa moje fascynujące, akademicko-przemysłowe „podwójne życie”. Po latach pierwotne wyobrażenie nie minęło, raczej się umocniło. Nadal w centrum mojej uwagi jest szeroko pojęta inżynieria, realizowana między Bugiem a Odrą. Poznałem wiele firm, realizowałem projekty z branży militarnej, transportowej, medycznej, budowlanej i maszynowej, a potem na bazie tych doświadczeń starałem się w studentach i studentkach zaszczepić inżynierski, prorynkowy, samodzielny i twórczy sposób myślenia. Miałem dość czasu, aby z obu perspektyw: insidera i outsidera przyjrzeć się funkcjonowaniu Politechniki i zastanowić, na ile PG jest partnerem dla przemysłu, na ile kształtuje inżynierskie kadry, jak wyglądają proporcje między nauką a techniką i na ile przekładają się na sposób prowadzenia dydaktyki.
cały artykuł jest dostępny w wydaniu 7/8 (214/215) lipiec/sierpień 2025











































