Pierwszym wyzwaniem, gdy się przedstawiam w kontekście zawodowym, jest zwykle nazwanie mojej profesji. Czasem kojarzy mi się słowo „symulant” (czyli spec od symulacji), ale to oczywiście nie brzmi dobrze. „Modelarz” – też nie pasuje. „MESowiec” – to jakiś niezdarny neologizm. Gdy na wizytówce podawałem „Inżynier CAE”, nie każdy rozumiał o co chodzi. Najczęściej więc mówię: „jestem inżynierem-analitykiem” i rozwijam temat, jeśli potrzeba. Dzieciom zaś mówię, że buduję z takich jakby klocków LEGO Technics, tyle, że na ekranie komputera.

Moje początkowe zetknięcie z metodą elementów skończonych, 25 lat temu, nie było wcale łatwe. Wykonywałem w ANSYSie, na studiach, proste symulacje, męczyłem pojedynczą belkę czy płytę, i nie miałem jeszcze przeczucia, że ta dziedzina stanie się moją zawodową pasją. A jednak tak się stało. Po stażu w San Antonio, podczas którego wykonałem pierwszy projekt komercyjny związany z numerycznym odwzorowaniem sondy wiroprądowej dla huty w Hannowerze, zatrudniłem się w biurze projektowym specjalizującym się w obliczeniach MES. I zaczęło się wdrażanie siebie samego, klientów i studentów w kolejne programy: rozmaite moduły spod znaku ANSYSa, różne rodzaje NASTRANów, prawie cały ówczesny pakiet HyperWorks (OptiStruct, HyperStudy, Radioss, AcuSolve), coś z Autodesku, i wreszcie kilka opcji freeware, w tym FEMM, Calculix i OpenFoam. Zajmowałem się mechaniką statyczną, wibroakustyką, zderzeniami, magnetyzmem i elektromagnetyzmem nisko- i wysoko-częstotliwościowym, wymianą ciepła, zmęczeniem materiałów, przepływami, optymalizacją automatyczną. Udało mi się też w Pythonie napisać własny kod do wyznaczania dynamiki przemian fazowych w wymienniku ciepła, gdy stwierdziłem, że pełne CFD będzie tutaj zbyt kosztowne, zaś metody oparte na empirycznych współczynnikach konwekcji – zbyt upraszczające.
Bardzo polubiłem tą „kolorową fizykę”, i chętnie dzielę się swoim doświadczeniem – w kontekście komercyjnym, jako szkoleniowiec i inżynier freelancer, jako wykładowca akademicki, i wreszcie jako popularyzator. Jeśli się rozpędzę, może powstanie seria artykułów – podobnie jak powstał cały cykl Don’t forget the basics Marka Chillery’ego w piśmie NAFEMSu. Główną uwagę chciałbym tym razem poświęcić „solverom” czyli modułom obliczeniowym programów. Zastanowiłem się, co warto zasugerować początkującym analitykom, i zdecydowałem się zebrać moje refleksje w trzy hasła: „Simple First”, „Sprawdź Alternatywy”, oraz „Zasada Ograniczonego Zaufania”, przy czym ta ostatnia składa się de facto z wielu wskazówek szczegółowych.
cały artykuł jest dostępny w wydaniu 5/6 (224/225) maj/czerwiec 2026












































