
Ryszard Romanowski zmarł 17 września 2025 roku. Był jednym z filarów naszego magazynu.
Gdy podaje się do publicznej wiadomości informację o śmierci jakiejś osoby, zwykle powtarza się schemat w stylu – uzyskał to, osiągnął tamto, w jego dorobku są takie i inne rzeczy, znany jest z tego czy tamtego, może jeszcze, że dostał taką nagrodę i taki medal, a i jeszcze może w jakich organizacjach był członkiem. I tyle. Jakby to były najważniejsze sprawy. A gdzieś tam, za tymi tytułami, stopniami naukowymi i sukcesami zawodowymi, kryje się człowiek z krwi i kości, ze swoimi uczuciami, przekonaniami, charakterem, z tym, jaki był. Ale o tym rzadko można się dowiedzieć.
Ryszard Romanowski przez siedemnaście lat, od pierwszego wydania „Projektowania i Konstrukcji Inżynierskich”, aż do jesieni 2024 roku, kiedy z powodu choroby już nie bardzo mógł pisać, wyszukiwał dla naszych czytelników ciekawe tematy z szeroko pojętej inżynierii, najczęściej z motoryzacji, która była jego największą pasją. Jego „znakiem szczególnym” był entuzjazm, z jakim pochodził do większości zagadnień. Entuzjazm, któremu trudno było się oprzeć. Potrafił godzinami ze swadą opowiadać o różnych niuansach technicznych i konstrukcyjnych, o wydarzeniach i ludziach; potrafił też słuchać. Był świetnym i błyskotliwym rozmówcą.

Lubił pisać o ludziach nieprzeciętnych, fascynowały go ich historie i swoimi fascynacjami starał się zarażać czytelników. Nie poprzestawał na informacjach encyklopedycznych czy researchu internetowym, ale starał się sięgać głębiej. Gdzie mógł – jechał, dzwonił, wypytywał, robił zdjęcia. Powstawały potem z tego barwne historie, co do których można było mieć tylko uwagę, że są za krótkie, bo chciałoby się jeszcze czytać dalej: bo ciekawa historia, bo fascynująca postać, bo jeszcze chcielibyśmy dowiedzieć się więcej. On miał jednak inne zdanie: co za dużo to niezdrowo – jakby chciał mówić swoimi tekstami – żeby tylko nie zanudzać czytelnika.
Swoją pasję dzielił z żoną Lucyną, a potem także z dziećmi. Razem tworzyli zgrany zespół, razem brali udział w ważnych imprezach motoryzacyjnych, razem przygotowywali materiały dziennikarskie. Jak opowiada pani Lucyna: – Dzieci jeździły z nami, zwłaszcza syn, który jest zagorzałym fanem motoryzacji. Andrzej jeździł z nami na Mille Miglia, Gran Premio Nouvolari w Mantui, na salony samochodowe, m.in. do Frankfurtu nad Menem. Córka Patrycja znakomicie spisywała się jako tłumacz podczas salonu w Genewie.

Znał branżę od podszewki, z każdej możliwej strony – jako rajdowiec, kierowca, pilot, dziennikarz, konstruktor, sędzia rajdowy i dociekliwy pasjonat. Miał znacznie większe pojęcie o konkretnych konstrukcjach niż koledzy po fachu, z innych redakcji. Pewnie dlatego to jemu zwykle udawało się dostać do słynnych ludzi sektora automotive – niedostępnych dla innych, bo pilnie chronionych przez sztaby PR-owców – i namówić na wywiad dla naszego magazynu.
Przybliżał też postaci polskich twórców, konstruktorów, wynalazców, wydobywał z zapomnienia najciekawsze, a dziś znane jeszcze tylko nielicznym, polskie konstrukcje.
Pisał nie tylko o motoryzacji. Pasjonowały go też branża lotnicza i żeglarstwo. Wobec coraz częstszych zniewalających przepisów i dokuczliwych ograniczeń nakładanych na kierowców i właścicieli aut, mówił, że trzeba będzie się przenieść na wodę, że tam jeszcze można poczuć się wolnym.
Był człowiekiem bardzo życzliwym, ciepłym, z poczuciem humoru, które go nie opuszczało, nawet gdy zdrowie przestało już dopisywać.
Będzie go nam brakować.
Przemysław Zbierski
Ryszard Romanowski – członek Jachtklubu Budowlani Gorzów, zespołu motocyklowego Stilmot, Automobilklubu Gorzowskiego, kierowca, pilot i serwisant w zespołach rajdowych, II wicemistrz Polski w rajdach samochodowych (klasa A-700), instruktor sportu samochodowego, sędzia i organizator rajdów samochodowych, dziennikarz radiowy, prasowy i telewizyjny.
z Multimedialnej Encyklopedii Gorzowa












































